|

Narodziła nam się nowa świecka tradycja. Oto piłkarze nie powoływani przez Leo Beenhakkera ogłaszają, że odtąd nie będą odpowiadać na powołania Leo Beenhakkera. Ponieważ nie grają w kadrze, rezygnują z gry w kadrze. Przynajmniej dopóki Holender będzie trenerem. Kiedy zacznie ich niepowoływać jego następca, rozważą sytuację. Trochę to jak z Paragrafu 22, ale nie chcę już bardziej obśmiewać decyzji sfrustrowanych brakiem powołań piłkarzy, pisząc np. że ponieważ Andrzej Wajda nigdy nie zaproponował mi roli w filmie, ogłaszam bojkot jego kolejnych projektów, nie mam zamiaru wystąpić w żadnym z nich! Z jednej strony rozumiem frustrację Ireneusza Jelenia i Artura Wichniarka. Dobrze zaczęli sezon, szczególnie ten drugi, który strzela gole czołowym niemieckim klubom (Werder Brema, Hertha na wyjeździe, HSV). Właśnie został zawodnikiem miesiąca w Bundeslidze. Obaj czują się w świetnej formie i chcieliby zostać docenieni, przydać się na coś kadrze. Rozumiem ich frustrację tym lepiej, że nie rozumiem do końca, czemu właściwie nie pasują Beenhakkerowi do koncepcji. Jak pisze supergigant tłumaczenie, że Wichniarek w Arminii otrzymuje mnóstwo podań i czasem jakieś wykorzysta, a kadrze potrzebujemy piłkarzy, którzy będą sami umieli zrobić sobie sytuację z niczego brzmiało sensownie w obliczu spotkań z Niemcami i Chorwacją, ale nie Słowenią i San Marino. Co do Jelenia, to pewną niechęć Leo tłumaczę sobie sytuacją z poprzednich eliminacji, kiedy to zawodnik Auxerre sam sobie wybierał, w jakich meczach kadry chce grać. Wykręcił się wówczas kontuzją od wyjazdu do Kazachstanu, by chwilę później zagrać w lidze. Ja bym Wichniarka i Jelenia na oba mecze powołał. Nie chce mi się jednak wierzyć, żeby Beenhakker złośliwie osłabiał własny zespół. Skoro ktoś mu nie pasuje, trudno. Ma do tego prawo. To on jest selekcjonerem. Oczywiście naprawdę tych selekcjonerów jest z 38 milionów, czy ilu nas tam teraz jest, Polaków. Ale tylko on jeden bierze na siebie odpowiedzialność. Frustrację piłkarzy rozumiem, ale dramatycznych decyzji o rezygnacji z gry już nie. To zła droga. Jeżeli powołani np. na mecz z Czechami odmówią, dadzą po nosie Beenhakkerowi, ale przy okazji skrzywdzą wszystkich kibiców. I siebie samych. Przecież sam Jeleń przytomnie przyznaje w wywiadzie dla „Polski”, że występy w reprezentacji to największy zaszczyt, po to przeniosłem się do lepszej ligi, lepszego klubu, by mieć bliżej do kadry. Co znamienne, o rezygnacji piłkarze nie ogłaszają osobiście, ale ustami swych menedżerów. Za Jelenia... |